Pijaństwo to nie jest słowiańska tradycja

Pijaństwo to nie jest słowiańska tradycja

Każde uzależnienie upraszcza proces zarządzania człowiekiem. Jak więc mawiała jeszcze cesarzowa Katarzyna II – „pijanym narodem łatwiej rządzić”.

Dlatego ten sposób zarządzania krajem regularnie był wykorzystywany na przestrzeni dziejów w różnych geograficznych szerokościach.

Ale jak w takim razie było wcześniej, to jest jak się żyło Słowianom bez bimbru? Wszak materiały historyczne, filmy fabularne i zapewnienia historyków mówią, że oni zawsze pili. I szlachta i biedota.

Słowianie trzymali się następującej tradycji: do urodzenia trójki dzieci mężczyzna nie brał do ust żadnych napojów alkoholowych.

Narodowa mądrość. Rzecz w tym, że komórka jest w stanie odtworzyć tylko sobie podobną. I uszkodzona przez etanol komórka będzie tworzyć taką samą wybrakowaną komórkę.

Z kolei nawiązując do starosłowiańskich przekazów dotyczących pamięci przodków, wskazuje na prosty, ale potężny rytuał ofiarowania wody przodkom.
Według tych tradycji woda posiada pamięć i stanowi medium komunikacji pomiędzy dwoma światami. Ofiarowując ją przodkom, tworzymy energetyczny pomost. Wierzy się, że dusze w świecie niefizycznym mogą odczuwać pragnienie – nie w sensie fizycznym, ale jako potrzebę uwagi i pamięci żyjących potomków.

W kontekście karmy rodu, ofiarowanie wody służy ugaszeniu płonących konfliktów – symbolicznie gasi emocjonalne pożary, żale i traumy, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. Pomaga przepłukać zatory energetyczne, które sprawiają, że w rodzinie powtarzają się te same nieszczęśliwe schematy (np. problemy z finansami czy relacjami). A także wspiera przywrócenie hierarchii: poprzez akt ofiarowania, potomek uznaje wyższość i pierwszeństwo swoich przodków, co przywraca prawidłowy przepływ energii w rodzie.

Czy niosący zamieszanie, pragnienie i uzależnienie alkohol może taką funkcję pełnić?

Współcześnie alkohol jest w jednej linii umieszczany z produktami spożywczymi. Nikt z tym nie polemizuje, jest to wszak skuteczny środek domowego zastosowania, może służyć jako środek odkażający. Taka sama historia była wcześniej z opium. Jeszcze w XIX wieku nalewki z opium były szeroko swobodnie sprzedawane w aptekach i sugerowane nawet dzieciom jako środek przeciwbólowy i nasenny. I czy można powiedzieć, że opium jest czymś szkodliwym? Jeśli człowiek doświadcza ból nie do zniesienia, to opium lub podobny lek są w tym przypadku w pełni uzasadnione. Ale jeśli przyjmowanie opium staje się codziennym zabiegiem, to staje się chorobą. To samo można powiedzieć o alkoholu. I jeśli traktować alkohol jako produkt zasilania, to z takim samym powodzeniem na półki w sklepie można umieścić butelki z opium.

Teraz napiszmy to wyraźnie – skoro jedno i drugie jest w jednych przypadkach pożyteczne, a w innych szkodliwe, dlaczego alkoholu nie sprzedaje się wyłącznie w aptekach na receptę?

Oczywiście ta sama historia jest współcześnie z wieloma innymi nadużywanymi szeroko substancjami. Ale w niniejszym artykule pozostaniemy przy naszej ulubionej przez nas wszystkich substancji.

I skoro już jesteśmy przy marketingu spożywki, proponuję zauważyć, że podział alkoholu na tani czy elitarny i tak dalej to taka specjalna sztuczka. Wszak ostatecznie każdy produkt, który zawiera alkohol etylowy, staje się trujący w taki czy inny sposób. Tania siara na ławce w parku i degustacja nowych modnych trunków w restauracji mają jedną i tę samą naturę biochemiczną.

Wino zupełnie podobne do drogich marek bardzo łatwo spreparować w domu.

Sprawdziłam. To po prostu skisły sok z precyzyjnie przeprowadzoną fermentacją. Główną wartość tym trunkom nadaje kampania reklamowa, a jej powodzenie jest ściśle związane z przedmiotem samej kampanii. Czyli po prostu wierzymy tej kampanii na kredyt, bo już sam temat jest zapowiedzią owego wymarzonego szumu w głowie, wyczekanego rozgrzeszenia związanego z alkoholową konsumpcją. Tym elitarnym trunkom prócz skutecznej kampanii dodaje się jeszcze dodatkowo etanol dla dobrej sprzedaży.

Elitarne wina piją tylko elity. A dołączyć do elity chce każdy.

Jeśli nie niezwykłymi zdolnościami, to przynajmniej umiejętnością konsumpcji alkoholu. Elitarnego wszak.

I jeszcze o reklamie za pomocą ograniczenia wieku. Nie jest tajemnicą, że nastolatek zawsze chce być dorosłym, samodzielnym, niezależnym i tak dalej. I ciągłe wzmianki o tym, że alkohol sprzedawany jest tylko dla dorosłych, stawia proces spożywania alkoholu niemal do rangi „inicjacji” w dorosłe życie. W efekcie najczęściej ta inicjacja zachodzi przed osiągnięciem 18 lat.

„Dalej więc — jedz radośnie swój chleb i pij w dobrej myśli wino, bo Bóg już przejrzał twe dzieła.” – Księga Kaznodziei 9

Narzucanie alkoholowych tradycji zaczęło się w dużej mierze z nadejściem chrześcijaństwa.

Istnieje wiele wątpliwości co do poprawności tłumaczeń Ksiąg, a tak w ogóle, w każdej książce można napisać wszystko. Ale proces popularyzacji alkoholizmu przez religię, w tym przypadku jest oczywisty.

Można w nieskończoność mówić o tym, że w komunii świętej uczestniczy wielokrotnie rozwodnione wino. Jest to jednak usprawiedliwienie dalszego pijaństwa po domach, i kreowanie wizerunku pijaństwa akceptowalnego przez boga i instytucję. I wówczas argument osób dotkniętych alkoholizmem, w tym przypadku brzmi całkiem słusznie: „Nawet w kościele leją”.

A teraz zdefiniujmy czym były tradycyjne napitki prasłowian i alkohol, który nam teraz sprzedają jako elitarny. Na różnych poziomach istnieje różnica pomiędzy alkoholem i napojami chmielowymi, które u Słowian preparowano od dawna.

Na Rusi jednym z takich napojów była surya – produkt fermentacji rozcieńczonego miodu zmieszanego z ziołami. Maksymalna moc tego napoju wynosiła 12 stopni i miał on działanie nie tyle odurzające, ile lecznicze.

Istnieje opinia, że język sanskryt i słowiańskie języki są związane ze sobą historią. Sanskryckie słowo surya – सूरज – oznacza Słońce. Najprawdopodobniej proces jego produkcji i konsumpcji miał dla Słowian świętą wartość i w żaden sposób nie był po prostu ogłupiającym produktem.

Czy taki produkt fermentacji można nazwać alkoholem? Nie. Ale współcześnie hurtowo produkowane napoje chmielowe przeważnie już są alkoholem. I dzięki takiej zamianie pojęć można już potem usankcjonować prawdziwość teorii o alkoholizmie Słowian.

Można przytoczyć przykład ze słoniami, które często są w zoo karmione wódką.  Okazuje się, że w naturze te zwierzęta lubią i potrafią fermentować alkohol: zrzucają w dół owoce, miażdżą je stopami, a gdy ta masa fermentuje, zjadają ją. Czyli słoń ma takie potrzeby, ale to wcale nie znaczy, że pojenie tych zwierząt wódką, aby było ono bardziej zabawne dla publiczności jest w porządku.

I na koniec podaję objaśnienie i jednocześnie rekomendację do głównego obrazka postu. Na tegoroczny Nowy Rok stał u nas cydr – dla niecierpliwych 🙂  Oraz naturalny miód siłą 6 % bez dodatków. Taki sam jak mi wyszedł w domu z naturalnego miodu, gdy dodałam tam nieco wody i okruszek chleba. Siła lecznicza takiego trunku płynie może z satysfakcji z własnej produkcji i świadomości, że wiem co tam jest…

Ale ja wierzę, że nie tylko z tego.

Mikhail Nikolayevich Zadornov, rosyjski komik

Artykuły powiązane